tak mówili prawie wszyscy chłopcy, kiedy rozmawialiśmy o zawodach rodziców. Wiedzieli o zawodzie sporo, ale dopiero wycieczka do Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2, uświadomiła im, jaka to ciężka, trudna, odpowiedzialna praca.
Wszyscy podziwiali wnętrza różnych wozów strażackich. Chłopcy próbowali podnosić olbrzymie nożyce do cięcia blach samochodowych, nakładali ciężkie hełmy, dźwigali gaśnice pianowe i piaskowe. Dziewczynki zachowywały dystans do tych narzędzi pracy strażaków. Ale...kiedy miały możliwość wejścia do prawdziwego samochodu, chętnie tam wchodziły...to znaczy były wnoszone przez strażaków...bo było baaaardzo wysoooko:)) Z kabin patrzyły na wszystko z góry i szeroko się uśmiechały- do nas- tych na dole. Wisienką na torcie- jak to orzekł strażak, który nas oprowadzał, był zjazd do pożaru. Oczywiście po lśniącej rurze. Odbył się bardzo szybko. Dzieci wpatrywały się w puste pomieszczenie, wydały w pewnym momencie okrzyk ,,Woooow” ( bardzo długi i entuzjastyczny) i stanął przed nimi uśmiechnięty strażak- gotowy do pracy. Po powrocie do przedszkola dzieciaki długo opowiadały o tym co widziały, bawiły się w strażaków gaszących pożar, rysowały na temat wycieczki.










