Pewnego jesiennego dnia, przyszedl do przedszkola pan Adam, przyniósł listy, jak zawsze...
Ale tym razem powiedział jeszcze: "Chodźcie Tropiciele ze mną, będziecie moimi pomocnikami". Bardzo się ucieszyliśmy!
Okazało się jednak, że to nie takie proste zadanie - po pierwsze, trochę ciężka torba...A w niej - listów i przesyłek mnóstwo!
Po druge - skąd wiadomo gdzie i do kogo mają trafić listy? Które z nich można wrzucić do skrzynki, a które należy dostarczyć do rąk własnych adresata? No i kim ten adesat jest?
Okazało się, że adresatem jednego z listów jest mama Nikoli. Doręczyliśmy więc do rąk własnych! No i oczywiście trzeba było podpisać odbiór przesyłki!
Mama Nikoli się wzruszyła, bo dostała piękną laurkę, namalowaną przez Nikolę i dużo miłych życzeń od Tropicieli!
Ale musieliśmy iść dalej - w poszukiwaniu odpowiednich skrzynek, numerków, adresów...
Trochę to skomplikowane, ale co dwie głowy (tzn. dwadzieścia) to nie jedna:) Dobrze, że mogliśmy pomóc!

facebook
twitter
google+